Кирилл Харитонов
Кирилл Харитонов
Read 3 minutes

Poezja polska: 123 lata temu urodził się Jan Lechoń – poeta, który wierzył w Polskę jak w Boga ― Ян Лехонь

Image for post
Roman Kramsztyk „Poeta – Portret Jana Lechonia”, 1919 rok. Muzeum Narodowe w Warszawie

HEROSTRATES

Czyli to będzie w Sofii, czy też w Waszyngtonie.
Od egipskich piramid do śniegów Tobolska
Na tysiączne się wiorsty rozsiadła nam Polska,
Papuga wszystkich ludów – w cierniowej koronie.

Kaleka, jak beznodzy żołnierze szpitalni,
Co będą ze łzą wieczną chodzili po świecie,
Taka wyszła nam Polska z urzędu w powiecie
I taka się powlokła do robót – w kopalni.

Dziewczyna, na matczyne niepomna przestrogi,
Nieprawny dóbr sukcesor, oranych przez dzieci,
Robaczek świętojański, co w nocy zaświeci,
Wspomnieniem dawnych bogactw żyjący ubogi.

A dzisiaj mi się w zimnym powiewie jesieni,
W szeleście rdzawych liści, lecących ż kasztanów,
Wydała kościotrupem spod wszystkich kurhanów,
Co czeka trwożny chwili, gdy dało odmieni.

O! zwalcież mi Łazienki królewskie w Warszawie,
Bezduszne, zimnym rylcem drapane marmury,
Pokruszcie na kawałki gipsowe figury
A Ceres kłosonośną utopcie mi w stawie.

Czy widzisz te kolumny na wyspie w teatrze,
Co widok mi zamknęły daleki na ścieżaj?
Ja tobie rozkazuję! W te słupy uderzaj
I bij w nie, aż rozkruszysz, aż ślad się ich zatrze.

Jeżeli gdzieś na Starym pokaże się Mieście
I utkwi w was Kiliński swe oczy zielone,
Zabijcie go! – A trupa zawleczcie na stronę
I tylko wieść mi o tym radosną przynieście.

Ja nie chcę nic innego, niech jeno mi płacze
Jesiennych wiatrów gędźba w półnagich badylach;
A latem niech się słońce przegląda w motylach,
A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę.

Bo w nocy spać nie mogę i we dnie się trudzę
Myślami, co mi w serce wrastają zwątpieniem,
I chciałbym raz zobaczyć, gdy przeszłość wyżeniem,
Czy wszystko w pył rozkruszę, czy... Polskę obudzę.

Karmazynowy poemat (1920)

Image for post
Roman Kramsztyk „Portret Jana Lechonia”, po 1920 roku. Muzeum Narodowe w Warszawie

ГЕРОСТРАТ

Есть она и в Софии, есть она и в Вашингтоне,
От пирамид Египта и до снегов Тобольска
На тысячи вёрст раскинулась наша землица польская,
Попугай всех народов — в терновой короне.

Увечная, как госпитальный солдат без ноги, без руки,
Который вечно в слезах будет бродить по свету, —
Такой наша Польша вышла из управы повета
И такой повлеклась на каторгу — в рудники.

Девушка, позабывшая о материнской тревоге,
Наследница незаконная того, что добыто детьми,
Светлячок святоянский, в ночи осветивший мир...
Памятью о былом богатстве живёт, убогая.

А сегодня она в холодной осенней песне,
В шелесте ржавых листьев, летящих с каштанов,
Мне показалась скелетами из-под всех курганов,
Прахом, который ждёт, что во плоти воскреснет.

О! Разрушьте же королевские Лазенки в Варшаве,
Бездушным резцом исцарапанную мраморную фактуру,
Разбейте вдребезги все эти гипсовые фигуры,
Цереру с ее колосьями утопите в канаве.

Видишь колонны на острове, в театре-колодце?
Они навсегда закрыли мне вид на далекий край.
Приказываю тебе! Все эти столбы посшибай —
Бей, покуда не рухнут, пока их след не сотрется.

Если Килинского встретишь где-нибудь в городе старом
И он на тебя уставит глазищи свои зеленые,
Ты его лучше убей! — А труп оттащи в сторону —
Весть об этом мне будет самым радостным даром.

Не хочу ничего другого — пусть только ветер в обиде
Осенней музыкой плачет в полунагих стебельках,
А летом солнце пускай отражается в мотыльках.
Мне бы весной — весну, а не Польшу увидеть.

Ночью спать не могу, днем кое-как держусь,
И тревожная мысль сердце гложет сомненьем:
Я бы хотел увидеть, когда прошлое станет тенью —
Всё ли в прах сокрушится, или... Польшу я разбужу.

Перевод с польского: Андрей Базилевский

8 views
Add
More