Кирилл Харитонов
Кирилл Харитонов
Read 10 minutes

...i tak zajść, jak słońce zachodzi. ― ... так уйти, как солнце уходит.

KRONIKA OLSZTYŃSKA

I wieczne lato świeci w moim państwie „Sen nocy letniej”

I.
Gdy trzcina zaczyna płowieć,
a żołądź większy w dąbrowie,
znak, że lata złote nogi
już się szykują do drogi.

Lato, jakże cię ubłagać?
prośbą jaką, łkaniem jakim?
Tak ci pilno pójść i zabrać
w walizce zieleń i ptaki?

Ptaków tyle, zieleni tyle.
Lato, zaczekaj chwilę.

II.
Dobrze jest nad jeziorem
nawet porą deszczową.
Leśniczy wieczorem
lampę zapala naftową,
po chwili we wszystkich pokojach
naftowe lampy płoną
a cienie od rogów jelenich
rozrastają się w nieskończoność.

Psy szczekają.
Trąbki północy bliskie.
A chmury pędzą po niebie
jak wielkie psy myśliwskie.
Zasypiamy
przytuleni do siebie jak dzieci.
Noc się wypogodziła.
Księżyc mruczy i świeci.

Pszczoły śpią.
Tylko woda chlupie o brzeg bez przerwy.
A nam się śnią polowania,
paprocie, jelenie i strzelby.

III.
Rano słońce, rano pogoda,
idziemy do kąpieli.
Sama radość! Sama uroda!
Jak tu się nie weselić?

Z sosny słychać dzięcioła stuk.
A tutaj ryby bryzg! spod nóg.

Ech, bracia, wpław! I płynąć, pływać,
aż tam, gdzie z drugiej strony
wiatr, roześmiany wiatr przygrywa
na sitowia strunach zielonych.

IV.
A w tych borach olsztyńskich
dobrze z psami wędrować.
A w tych jarach olsztyńskich
sośnina i dąbrowa.

Tęcza mosty rozstawia.
Jak Wenus pachnie szałwia.
Ptak siada na ramieniu.
Komar płacze w promieniu.

W dzień niebo się zaśmiewa,
a nocą się rozgwieżdża,
gwiazdy w gniazda spadają.
Żal będzie stąd odjeżdżać.

V.
Wszystkie szmery,
wszystkie traw kołysania,
wszystkie ptaków
i cieniów ptasich przelaywania,

wszystkie trzcin,
wszystkie sitowia rozmowy,
wszystkie drżenia
liści topolowych,

wszystkie blaski
na wodzie i obłokach,
wszystkie kwiaty,
wszystek pył na drogach,

wszystkie pszczoły,
wszystkie krople rosy
to mi jeszcze,
przyjacielu, nie dosyć —

chciałbym więcej ptaków,
drzew z ptakami,
więcej blasków, gwiazd, obłoków,
trzcin, kaczek na wodzie,

i uchwycić to wszystko rękami,
ucałować to wszystko ustami
i tak zajść, jak słońce zachodzi.

VI.
Tyś jest jezioro moje,
ja jestem twoje słońce,
światłami ciebie stroję,
szczęście moje szumiące.
Trzciny twojej pozłacam.
Odchodzę. I znów wracam.

Miękko moim kędziorom
w twych zielonych szuwarach.
O, jezioro, jezioro
piękniejsze niż gitara!

A nocą przez niebiosa
zlatują sznurem długim
gwiazdy i na twych włosach
siadają jak papugi.

VII.
Tuman nad łąką dymi,
księżyc swój lichtarz wzniósł.
Widzisz?
To noc się toczy jak wóz
z muzykantami wiejskimi.

Na łbach końskich przysiadły sowy.
Bicz się chwieje. Wstążki kolorowe.
Uprząż kurant wydzwania.

Ech, uderzą siarczyste smyki!
będą tańczyć jelenie i dziki
w leśnych salonach do samego świtania.

VIII.
Ze wszystkich kobiet świata najpiękniejsza jest noc.

IX.
Ona idzie, ona płynie, ona sunie
pod niebios ogromną bramą;
a wszystko jest piękne u niej,
a pachnie u niej wanilia i cynamon.

Z gór w doliny schodzi coraz głębiej,
a oczy ma piękne jak jastrzębie,
a nogi ma proste jak sosny.

Nadaremno się dziwisz i pytasz,
nie ma końca gwiaździsty korytarz,
nie ma kresu dla nocy miłosnej.

X.
Ona płynie szeroko,
wielka i wielodźwięczna,
krowom nogi osrebrza,
dachom gont omiesięcznia,
w sadach jabłka potrąca,
dzieciom jabłka w sny wkłada,
koło wielkie zatacza,
pląsom i śpiewom rada,
smykiem do okien stuka,
na jezioro wyciąga,
żeby płynąć i śpiewać,
żeby w struny zabrząkać.

XI.
A na skraju lasu pogoda,
a w tych szparach kurzawa szczerozłota,
jakby Fedus pogubił koła.

Bosą stopą brnę przez mokradła.
Inna zieleń wciąż. Inne światła.
Błękit jak matka woła.

XII.
Kiedym przez las sosnowy szedł,
pojąłem, że w nim jest coś z męskiej tragedii.
A kiedym w las liściasty wszedł,
to jakbym słyszał śmiech i flet,
jakbym wstąpił do pokoju kobiety.

XIII.
Jeszcze tyle byłoby do pisania,
nie wystarczą tu żadne słowa:
o wiewiórkach, o bocianach,
o łąkach sfałdowanych jak suknia balowa,
o białych motylach jak listy latające,
o zieleniach śmiesznych pod świerkami,
o tych sztukach, które robi słońce,
gdy się zacznie bawić kolorami;

i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć,
patrzy w las jak w śmieszny rysunek

i przeciera oślepłe oczy,
dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
i na serce kładzie mech jak opatrunek.

XIV.
Kiedy słońce przechodzi
przez swe zachodnie wrota,
widzę twe ciało w wodzie
jak posążek ze złota.

Jak dziewczyna Homera,
piękna i nieśmiertelna.

Potem suniesz do brzegu
krokiem lżejszym od zmierzchu,
drżąc jak trzcina i struna.

A księżyc przypomina:
— Taka była dziewczyna
w grupie figur w gdańskiej studni Neptuna.

XV.
Psy nad jziorem szczekają,
może wydrę pochwycą.
Piszę wiersze na piasku,
pióro maczając w księżycu.

XVI.
Ech, hałasuje deszcz!
Trawa deszczowi rada.
Szczęśliwy, szczęśliwy deszcz,
bo się może wypadać.

Jabłka jak twarze niemowląt
deszczowi się bardzo dziwią.
Podaj mi książkę dobrą.
Rzuć w komin smolne łuczywo.

XVII.
Grom daleki uderzył,
z tej strony od Karwicy.
Deszcz jak kroki żołnierzy
po zielonej ulicy.

Dzięcioł skrył się. Nie kuje.
Listeczki nie szeleszczą.
Żołędzie z dębów spłukuje
wesoła młócka deszczu.

XVIII.
Spływają krople z ula.
Woda z jabłoni kapie.
Hej, deszcz po polach hula,
bo nie ma żadnych zmartwień.

Błyska się. Piorun broi.
Lasowi moknie broda.
0, przyjaciele moi,
jutro znowu pogoda!

XIX.
Jutro popłyniemy daleko,
jeszcze dalej niż te obłoki,
pokłonimy się nowym brzegom,
odkryjemy nowe zatoki;

nowe ryby znajdziemy w jeziorach,
nowe gwiazdy złowimy w niebie,
popłyniemy daleko, daleko,
jak najdalej, jak najdalej przed siebie.

Starym borom nowe damy imię,
nowe ptaki znajdziemy i wody,
posłuchamy, jak bije olbrzymie,
zielone serce przyrody.

XX.
Gdybym tkaczem był, na imieniny
taką tobie utkałbym tkaninę:

w samym środku rozległe jezioro,
nad jeziorem gwiazd modrych kilkoro,
a na brzegu posępna olszyna;

na olszynie nieruchome ptaki,
a w zatoce zębate szczupaki,
księżyc, noc i gwarliwa trzcina.

XXI.
Słońce nad ziemią nisko,
chłodnawy wieczór wcześnie.
Rozpalimy wesołe ognisko,
zaśpiewamy wesołe pieśni.

Nasz płomień nie zagaśnie,
drogę do gwiazd odszuka
i nad gwiazdami błyśnie.

Pierwsza pieśń o przyjaźni.
O obowiązku druga.
A trzecia — o ojczyźnie.

Leśniczówka Pranie (1950)

Konstanty Ildefons Gałczyński Константы Ильдефонс Галчиньский

Image for post
gif by Daria Khoroshavina Дарья Хорошавина

ОЛЬШТЫНСКАЯ ХРОНИКА¹

И вечное светит лето в моем царстве… («Сон в летнюю ночь»)

I.
Желтее камыш на озерах,
Явственней каждый шорох —
Пора златоногому лету
В путь отправляться по свету.

Неужто бессильно слово,
Неужто бессильны рыданья,
И зелень и птиц ты снова
Утащишь в своем чемодане?

Что тебе эта дорога?
Лето, помедли немного!

II.
Даже и в вечер ненастный
Над озером все ж прекрасно.
Входит лесничий с лампой.
Сладок свет ее слабый.
От ламп керосиновых в комнатах
Сумерки и сердечность.
А тени рогов оленьих
Тянутся в бесконечность.

Трубы полночи близко.
Затаились звери лесные.
А пó небу мчатся тучи,
Как великаньи борзые.

Засыпаем,
Прижавшись друг к другу, как дети.
Ночь прояснилась.
Месяц, мурлыкая, светит.

Пчелы спят.
Только плещет о берег
Вода неустанно.
И нам снится охота,
Озера, олени, поляны.

III.
Утром солнце, утром теплынь,
Озеро счастьем искрится.
Какая свежесть! Какая синь!
Как тут не веселиться!

Где-то дятел стучит, одиноко.
Всплески рыбы у самых ног.

Эх, скорей в этот блеск без края!
Плыть и плыть на берег далекий,
Где смеющийся ветер играет
На зеленых струнах осоки!

IV.
А по барам ольштынским
Мы побродили на славу,
А по горам ольштынским
Всё сосняки да дубравы.

Радуга мост воздвигает.
Тропка по круче сбегает.
Птица поет на плече.
Плачет комар в луче.
Днем синева смеется,
Ночью все небо в звездах,
Звезды падают в гнезда,
Звездами полон воздух.

V.
Всех бесед
Камыша и осоки
И всех шепотов
Сосен высоких,
Всех летящих
Листков тополиных,
Всех дрожащих
На солнце пылинок,

Всех шмелей,
Всех цветов и травинок,
Всех зверей,
Всех дорог и тропинок,

Всей росы,
Всех кустов краснотала, —
Дорогая,
Мне этого мало.

Я б хотел еще больше деревьев,
Полных птичьими голосами,
Больше волн, облаков, созвездий
И туманов к ясной погоде,
И, обняв это всё руками
И коснувшись всего устами,
Так уйти, как солнце уходит.

VI.
Ты — мое озеро дивное,
Я — твое солнце счастливое,
Светом тебя одену я,
Счастье мое шумливое.

В водах твоих купаюсь.
Ухожу. Возвращаюсь.

Кудри мои перемешаны
С твоим камышом беспечно.
О мое озеро нежное,
Ты, как мир, бесконечно!

А ночью, с небес слетая,
Кружатся звездные стаи
И в волосы твои темные
Садятся, как попугаи.

VII.
День уходит стезями закатными,
Месяц повис над березкой.
Видишь?
Катится ночь, как повозка
С сельскими музыкантами.

Совы на лбах лошадиных сидят.
Кнут колышется. Лошади мчат.

Эй, смычок,
Тишины наважденье
В этих залах лесных разори!
Будут здесь кабаны да олени
Танцевать до самой зари.

VIII.
Из всех женщин мира
Прекраснейшая — ночь.

IX.
Она выступает властно
Под сводом небес огромным;
И все у нее прекрасно,
А пахнет от нее кардамоном.

С гор все ниже сходит в долины,
А взор у нее орлиный,
А ходит походкой ровной.

Шепчет она о своем, о вечном.
Нет конца коридорам Млечным,
Нет предела ночи любовной.

X.
Она разлилась широко,
Звучная и большая,
Рога серебря коровам,
Дранку крыш озаряя,
В детские сны бросая
Яблоки райского сада,
Кружит в лугах, босая,
Пляскам и песням рада,
В окна смычком стучится,
На озеро зазывая,
Чтоб плавал, и веселился,
И пел, на скрипке играя.

XI.
А на опушке щебечут птицы,
А в просветах золотая пыль клубится,
Там летит колесница Феба.

Босиком бреду по болотцу.
Зелень шепчется. Свет смеется.
Словно мать, зовет меня небо.

XII.
Я понял, когда через бор проходил:
В нем что-то есть трагедийно мужское.
Когда же в лиственный лес я вступил,
То словно свирель и смех уловил —
Как будто я в женских уютных покоях.

XIII.
Тут о стольком надо рассказать бы —
Никаких, пожалуй, слов не хватит:
О грибах, о журавлиной свадьбе,
О лугах в зеленом бальном платье,
О ручьином с переливом перезвонце,
О грачином сиротливом грае
И о том, какие штуки солнце
Учиняет, красками играя.

Входишь в лес, а лето входит в осень,—
Восемьдесят лет тебе иль восемь?
Смотришь в этот лес как будто в сказку,
Трешь глаза в чудесном ослепленье,
Лес тебе дарует исцеленье,
Мох кладет на сердце как повязку.

XIV.
Когда солнце блеснет
Предзакатным сияньем,
Ты выходишь из воды
Золотым изваяньем.

Словно дева Гомера —
Хороша и бессмертна.

Шаг твой сумерек тише.
От прохлады дрожишь ты,
Как тростник или струны.

Месяц припоминает:
— Да, была там такая —
В группе статуй на гданьском фонтане
Нептуна.

XV.
Собаки над озером лают,
Может быть, выдру поймают.
Я пишу стихи на песке,
В месяц перо макая.

XVI.
Эх, расшумелся дождь!
Травам и листьям — радость.
Счастливый, счастливый дождь,
Может падать и падать!

Яблоки, точно младенцы,
Дивятся, как листья никнут.
Подбрось-ка в камин поленце
И дай мне хорошую книгу.

XVII.
Там, от озера к югу,
Гром далекий грохочет,
Дождь по мокрому лугу,
Как солдаты, топочет.

Никнут листья тяжелые.
Дятел спрятался где-то.
И валяются желуди,
Ливнем сбитые с веток.

XVIII.
С ульев вода стекает.
Пахнет порой осенней.
Гей, дождь по полям гуляет,
Нет у него огорчений!

Вымокли бороды елок.
Гром громыхает бодро.
Век ненастья недолог:
Завтра опять вёдро!

XIX.
Завтра снова мы станем
В дали далекие плавать,
К новой роще пристанем,
Откроем новую заводь.

Новых рыб отыщем в озерах,
Звезды новые в небе поймаем,
Поплывем далёко, далёко —
Что там скрыто за самым краем?

Новых птиц и зверей откроем,
Земли новые, новые воды
И услышим, как бьется большое
Зеленое сердце природы.

XX.
Будь я ткач, на твои именины
Я бы выткал такую холстину:

Чтоб там озеро было пошире,
А над озером звезды большие,
А по берегу заросли ивы,

А на ивах лесные пичуги,
А в заливах зубастые щуки,
Месяц, ночь и тростник болтливый.

XXI.
Солнце склоняется долу.
Прохладу струит поднебесье.
Запалим мы костер веселый,
Запоем веселые песни.

Искорки песен кружат
И, звездных высот достигая,
Светятся тысячелетья.

Первая песня о дружбе.
О верности долгу — другая.
И об отчизне — третья.

Перевод с польского: Юрий Вронский

¹ Это стихотворение, так же как и многие другие произведения, созданные Галчиньским в последние годы жизни, было написано им на Мазурских озерах, в лесной сторожке Пране.

Олег Чвиков...

Олег Чвиков.Клуб "Гнездо глухаря".Ольштынская хроника.Муз.А.Воробьев.3 часть
Олег Чвиков.Клуб "Гнездо глухаря".Ольштынская хроника.Муз.А.Воробьев.3 часть02:10
25 views
Add
More